~
[ 19 sierpnia 2008 :: 22:03 ] i tak melodyjnie kicham w trakcie i po kąpieli. i ociekam wodą mimo parasola w ręce. pierwszego dnia miesiączki jestem doskonałym obiektem do zaprezentowania męskiej opiekuńczości objawiającej się wizytą w aptece i zwyczajnym przytuleniem. po alkoholu śmiesznie mówię, podobno idiotycznie wyglądam z papierosem. i świerszczy się panicznie boję. a nawet czasem uda mi się zrobić dobrą kawę.
jakby tak poszukać, to są rzeczy, za które możnaby mnie pokochać.
(4)całowałbyś mnie pod szóstym żebrem.
[ 18 sierpnia 2008 :: 21:28 ] zobaczyłbyś to miejsce mojego ciała, gdzie piersi łączą się z tułowiem, bo mi samej trudno dosięgnąć je wzrokiem.
żałuję, że tak wiele w moim życiu odbywa się jedynie w trybie przypuszczającym.
bolą mnie nogi, nie wiem czemu. bolą tym bólem, który kojarzy się z dziecięcym brodzeniach po okolicznych strumykach.
i powiem też, że mam An z papierosami, połówkami arbuza, kawą w towarzystwie czekolady. tylko, że te słowa po 'z' są najmniej istotne.
(5)balkon i te żyły, króre wtapiają się w niebo.
[ 15 sierpnia 2008 :: 17:20 ] zramolałam. zawsze będę sama, z domu nie wychodzę, więc nikogo nie spotkam. gdy wychodziłam, czułam się źle, bo nikogo nie potrafiłam przyciągnąć. i koło się zamyka, wszystko się zazębia. nawet do biblioteki nie chce mi się wyjść, teraz nie będzie szkoły, więc odetnę się od świata na dobre. paradoksalnie na allegro wyszukuję butów na najwyższym obcasie, sukienek najkrótszysz i najzwiewniejszych, choć wiem, że założę je jedynie na kilkakrotne pokonanie trasy lustro-łóżko w moim skromnych rozmiarów pokoju. arbuzy na polu urosły i okazyły się nadzwyczaj jadalne, powróciłam do Breaking Benjamin, zdążyłam już zapomnieć jak bardzo jednoznacznie kojarzą mi się te piosenki.
pozostał mi tylko sarkazm.
dzień zaczyna i kończy się burzą.
(21)